"Żeby osiągnąć sukces, trzeba najpierw zaakceptować możliwość porażki"
Terry Goodkind
Statystyki
Liczba wyświetleń strony:
64566
Liczba komentarzy:
7855
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
66
"Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy".
"Wędrował sobie po Polsce
Myśli miał wzniosłe
Jego droga była piękna
Szukał w niej ciepła.
Odwiedzał miasteczka,miasta
Wszędzie się pytał,gdzie jest SKARPA?
Tak bardzo chce tam jechać
Tam Ktoś wyjątkowy będzie czekać
Ze swoją Rodziną
Och...ale będzie miło...
Wędrowiec szukać będzie SKARPY
Przecież jest pełen Wiary...
A kiedy nadejdzie ten czas
Będzie unosił się jak wiatr..."
Dwoje bardzo młodych ludzi
Poznało się i się zakochało
Zaczęli Miłość w sobie budzić
Uczuciami wieloma powiało.
Ona piękna i namiętna Dziewczyna
On Przystojny i do Miłości zdolny
Ona jeszcze przecież taka niewinna
On od wszelkich trosk jeszcze wolny.
Lata mijały,a Oni snuli plany
O ślubie zaczęli już myśleć
Pełni wzajemnej Miłości i Wiary
Przed sobą widzieli wspaniałe życie.
On do Krakowa przeprowadził się
Ona była bardzo szczęśliwa
Miała Tygrysa w bliskości swej
Ona już wtedy Pełnoletnia była.
Szukając swojego przeznaczenia
Postanowili wyjechać do Irlandii
W sercach mieli wiele wyrzeczenia
Pod próbę życia swoją Miłość dali.
Tak bardzo w sobie byli Zakochani
Ślub postanowili wziąć w Polsce
W białym Kościółku obrączki sobie podali
Wypełniając tej Miłości wolę.
Wrócili do Irlandii by dalej tam żyć
Z Miłości się piękna Córeczka zrodziła
Oczkami niebieskimi Maleństwo zaczęło lśnić
W ich życiu już na stałe brodziła.
Piękne blond włosy ma ta Dziewczynka
Podkręcane delikatnie na ich końcach
Dali Jej na imię pięknie...Liwka...
Ona w ich życiu Miłością przepiękną woła.
Postanowili dom sobie zacząć budować
W Polsce,w miejscu jakże pięknym
Chce wrócić do Polski Rodzina ta urocza
I zamieszkać w gotowym domu ciepłym.
Powrót nastąpi w przyszłym roku ich
Wrócą bo wierzą w powrotu czas
W ich sercach ufność i Miłość tkwi
Przyjazny wieje i wiać będzie wiatr.
Wrócą na Skarpę,gdzie radość została
Wrócą bo tak bardzo tego pragną
Ich Miłość próbie zostanie poddana
Wrócą z pięknem Miłośći i tęsknoty Wiarą.
One way ticket, czyli bilet w jedną stronę!
Czy muszę pisać jeszcze coś więcej??? :)))
Wygląda na to, że mój szalony pomysł żeby wrócić do Polski dokładnie w siódmą rocznicę naszego wyjazdu do Irlandii ma szansę na realizację ;)
Bilety kupiliśmy wczoraj. Akurat były 3 ostatnie.
Czy to znak???
I był szampan, były świece :)
Słowo się rzekło, kobyłka u płota!
Za 4.5 miesiąca wracamy!!!!
Jezu, jak mi się już marzy ta jesień na Skarpie :)))
Jak się widzi takie słońce za oknem to dosłownie chce się wstać rano z wyrka :))) Nie wiem co się dzieje z tą pogodą. Takiej zimnej wiosny nie pamiętam, a to już nasza siódma tutaj. Ale dziś ma być ładny dzień... choć na razie na termometrze 3 stopnie i dosłownie mroźno... Prognozy na dziś wskazują zabójcze 13 stopni :))) Wiem, wiem co to jest przy polskim, 30-stopniowym upale? Ale u nas nawet tych 13 stopni od dawna już nie było... Więc się cieszę i mamy z Liwka nadzieję na długi spacer do parku :))) Trza wykorzystać bo potem znów ma padać :/
A ja łażę z kąta w kąt i miejsca sobie nie moge znaleźć ;) Pełnoletnia wymyśliła sobie nowe hobby i tylko czeka na przesyłkę z Allegro i nóżkami przebiera ;) Wymyśliłam sobie to hobby jeszcze jak byliśmy w Polsce i do tej pory nie moglam zamówić materiału! Niektórzy sprzedawcy na Allegro po prostu mnie rozwalają... Odpisują na maile raz dziennie albo znikają na cały długi weekend (ponad 10 dni) albo znikają i nie wystawiaja aukcji wcale. Do dziś się zastanawiam co się stalo z taką jedną... ale wszystko już zamówione i oby tylko przyszło!!! Pełnoletnia ma zamiar zarobić na tym kupę kasy, haha a tak naprawdę to ciekawa jestem czy mi w ogóle cokolwiek z tego wyjdzie ;))) Ale spróbowac warto!
A po wczorajszej wieczornej sesyjce z Tygrysem nie mogę podnieść do góry jednej ręki ;) Nie pytajcie co wyprawialiśmy ;) Niesamowite ile może zdziałać jedna dziewczęca koszulka nocna w różowo-seledynową krateczkę ;)))
Zdjęcie sprzed 2/3 tygodni. Teraz jestesmy chore i kisimy się w domu.
Łażę z miejsca na miejsce i nie moge sobie znaleźć miejsca...
Ale o tym może w następnej notce... ;)
I znów Adaś zrobił nam przepiękny prezent. Adamie Poeto, ja już sama naprawdę nie wiem jak mam Ci podziękować!!!
Twoje wiersze to coś bezcennego.
I znów nie wiem za co spotyka nas taki zaszczyt? :)))
Adam stworzył te wiersze specjalnie dla Liwki i dla... Skarpy :)
To już cztery wiersze, które mamy od niego :) Poprzednie można przeczytać na liście bocznej bloga.
To już drugi wiersz o Skarpie :)
WĘDROWIEC NA SKARPIE.
I usiądzie na ławce Wędrowiec
I słowa z serca wypowie
Odpocznie na ławce
I na Skarpę będzie patrzeć
A kiedy już odpocznie
Duszą swoją powie
Powie jak pięknie dookoła
Jak cisza na Skarpie woła
Woła swoim pięknem
Woła swoim sercem
Skarpa posiada serce
Zapewne o tym wiecie.
Adamie... Mogę podziękować Ci chyba tylko tym, co kochasz najbardziej :)
Białą róża! :)
Albo co tam... całym bukietem białych róż!!!
I powstał jeszcze jeden wiersz... zupełnie wyjątkowy wiersz... dla Liwki!!!
DZIEWCZYNKA NA SKARPIE.
Mała Dziewczynka na Skarpie
Unosi swe delikatne serce
I delikatnie stąpa po trawie
Uśmiecha się,jakże pięknie.
W Jej niebieskich oczkach
Jest tak wiele świadomej radości
To Ona...Liwia...sercem woła
I wie,że tam wróci w swojej świadomości.
Piękna Córeczka,uroczej Mamusi
Daje wyraz tęsknoty za miejscem...
Ona wie,że kiedy tam wróci
Będzie radośniejsza wiecej.
Serce małej Dziewczynki
I serca Jej Rodziców kochanych
To jakby dar prześliczny
Jest Miłością uczuć owiany.
Za ten wiersz Liwka podziękuję Ci kiedyś sama :)))
Tymczasem... co mozna dostac od małej słodkiej dziewczynki...
... jeśli nie słodkie ciastko!
To dla Ciebie Adamie :)
Albo co tam.. cała patera slodkich ciastek dla Adama!!! Zasłużył :)))
Dziękujemy Adamie :)
A ciastkami częstujcie się wszyscy ;) Myślę, że Adaś się podzieli ;)
Zachorzałam. Siedzę w domu i zupę pichcę a Tygrys dziecię wział i wywiózł gdzieś ze sobą, więc dzwonię, bo mi się tęskni i pytam co robi Liwka, a on na to: paraduje w swoim Fa-fa. Bo Liwka ma swój Fa-fa i paraduje w nim jak jaka dama! Byłyśmy ostatnio po wypłacie w Penneysie po parę drobiazgów, przechodzimy se proszę państwa, koło stojaków z kalepuszami dziecięcymi, takimi a la słomkowe a Liwka myk - i już ma jeden na głowie, a potem myk - na drugą stronę wieszaka i torebeczkę pasującą na rączkę zarzuciła i idzie do kasy! No dobra, myślę, damulka taka się z niej ostatnio zrobiła, dżinsów nie chce zakładać, tylko w spódniczkach by chodziła, to jej jeszcze tylko kapelusza brakuje! I torebeczki ;)
Cale popołudnie w tym kapeluszu przechodziła, a jak jej zginął to chodziła po domu i pytała "dzie je fa-fa?". Skad jej się ten fa-fa wziął, nie mam pojęcia, warto jednak było w nakrycie głowy zainwestować, coby nowa sylaba w jej słowniku się pojawiła :) Torebkę jednakowoż rzuciła w kąt. No tak, myślę se, matka ciężką kasiorę wydaje na dziecięce fanaberie, a dziecię w kąt rzuca, trza będzie do sklepu oddać. Ale nie :) Następnego dnia wychodzimy na spacer, Liwka w spódniczce, warkoczykach i te pe, i nagle sobie o czymś przypomniala, leci w te pędy do pokoju i z kapeluszem na głowie i torebeczką w ręku przychodzi!
Myślałam, że padnę, wyglądała tak słodko, że nic tylko zdjęcie zrobić i w ramkę oprawić :))) Bez kapelusza się teraz nie rusza, a torebki widzę, że też nie ma, więc pewnie zabrała ją na przejażdzkę z tatusiem. Nic, że pusta, lans musi być! ;)
I jak się już chwalę to się pochwalę jeszcze jak wczoraj córa namalowała tatusia. Jak Boga kocham, ręka ma pędzelka nie dotknęła!!! Liwka wszystko sama :)
Tatuś :)
Tatuś powiedział, że troszkę za duży brzuszek na tym obrazku ma ;)
Mówisz i masz ;) Jeden z Was (tak, Piotrusiu, o Tobie mowa!) upomniał się o filmiki ze Skarpy. Nie dawłam ich tutaj, bo... nie wiedziałam czy kogoś tak naprawdę interesuje kupa drzew na pochyłym zboczu ;) Postanowiłam więc te filmiki zachować dla siebie. Ale skoro ktoś w ogóle pamiętał o Podcast Skarpa to proszę bardzo :) Tylko proszę się nie śmiać, bo ja naprawdę nie planowałam tych filmików umieszczać w sieci, a jesli już to tylko do swojego użytku, dlatego gadam tam same głupoty, Liwcia jest rozczochrana jak nieboskie stworzenie i obie pokazujemy... buty ;) Coby zrozumieć sedno pokazywania butów, napomknę tylko, że to już tradycja w Podcast Skarpa i należy się wrocić do Podcast Skarpa cz.2, której tutaj tez nie pokazywałam, ale nadrabiam straty i umieszczam jako filmik numer 2.
Kwiecień 2012.
Co do Podcastu numer 2 to nagrałam go w lipcu rok temu i żenada po prostu mi wyszła, bo zamiast "moje drzewa" postanowiłam w momencie mówienia powiedzieć jednak "moje modrzewie" i wyszło mi "moje drzewie", co zauważyłam dopiero w domu po nagraniu filmu. Wiec bez rechotu proszę ;) I w ogole przeżywam w tym filmie jak mrówka okres, więc proszę mi wybaczyć moje jęki zachwytu ;)
Lipiec 2011.
Coby obejrzec część 1, należy się wrócić w archiwum bloga do lipca 2011.
Ale mi się tęskni!!!!!
Ale jak rano obejrzymy z Liwką ten film, to mamy powera na cały dzień :)))
Ostatnio maniakalnie siedzimy i ogladamy z Liwcią filmiki nakręcone na Skarpie. Marna to jednak ilość, mamy tylko parę i żałuję, że nie nakręciłam więcej. Bo teraz ogląda się je ze łzami w oczach. A Liwka to może każdy kółko po 100 razy oglądać i woła "jeszcze!".
Boże, jak ja kocham to miejsce... Oddałabym dużo, żeby móc tam teraz być, siedzieć z Liwką na trawie pod modrzewiami i słuchać bażantów! W Polsce teraz ponad 20 stopni, tutaj mamy ledwo 10 i ciągle leje :((( Założę się, że gdybyśmy byli w Polsce, Liwka już dawno by mówiła. Podczas ostatniego pobytu w Polsce nawijała z dziadkiem na okrągło, chociaż kompletnie jej nie rozumiał, ale dziecię doceniło tenże fakt i nauczyło się mowić "dziadek" :))) Takie odseparowanie od rodziny to psychiczne okaleczanie dziecka. Zawsze będę tak twierdzić!
I dopiero jeden z Waszych komentarzy (dzięki Sfrancuziała!) uzmysłowił mi, że Liwcia praktycznie nie ma tutaj do zabawy żadnych polskich dzieci, tylko same irlandzkie albo... słowackie, a w domu mówi się po polsku. Jaki ona bidulka musi mieć mętlik w głowie!!! Wcale jej się nie dziwię, że jeszcze plynnie nie mówi :/ I to jest kolejny powód, żeby wracać!!!
Wiem, że może być źle, wiem, że po powrocie do Polski może nam nawet brakować na chleb, ale wiem, że z tymi ludźmi poprostu nie zginę. Mamy z teściem nawet jeden nasz sekretny pomysl na biznes, ale o tym na razie... cicho-sza... ;) A jakby już naprawdę było tragicznie, to... zostanę przodujacą rolniczką ;)
Naprawdę wiedziałam, do jakiej się wbić rodziny ;)))
Ja już nie chcę tu być...
Wqrw totalny, załamka i deprecha po prostu: wszyscy w Polsce, w całej praktycznie Europie pławią się w upałach, słoneczko Wam przygrzewa, długi weekend majowy za pasem, wiosna na całego, lato prawie, a my....
Siedem stopni i jak nie leje to wieje zimy wiatr, tak że głowę chce urwać... Mamy 7 stopni Celsjusza... Jedyne na co mam ochotę to schować się pod kocem i przeczekać ten czas, to całe cholerne zimne irlandzkie lato, aż do września... Tak bardzo brakuje mi słoneczka, buuuuu :(((((
Nie mogę zrozumieć jaki jest sens zmuszania dziecka do czegoś, czego bardzo nie chce, czego po prostu się boi (jak np słuchawki na uszach i słuchania przez nie jakiś płyt wspomagających rozwój mowy), tylko dlatego, że chcemy, żeby dorównało rówieśnikom??? Logopedka powiedziała, że nie ma dziecka którego nie dałoby się ZMUSIĆ do słuchania tych płyt, nawet kiedy krzyczy i się wydziera. Horror jakiś...
Kurna, pozamawialiśmy te wszystkie książki, zestawy do ćwiczeń i czekamy aż przyjdą.
Sama uważam, że trzeba Liwkę trochę "złamać", bo często chce robić tylko to co sama chce, ale czy inne dzieci zachowują się inaczej? Założę się, że są o wiele gorsze egzemplarze, a Liwka przecież nas słucha, czasem istny z niej aniołek, oczywiście nie zawsze, ale w końcu to jest wiek 2-3 latka, okres buntu i testowania co jej wolno a co nie. A ja naprawdę nie mam zamiaru zrobić z niej bezwolnej owcy idącej za stadem i najszczęśliwszej wtedy, kiedy zadowala innych! Nie chcę, żeby Liwka taka była!!!
Jasne, że trzeba nastraszyć rodziców, żeby kupili książki, na których ktoś przecież chce zarobić grubą kasę. Okazuje się, że trafiliśmy na tych właśnie ludzi, których porady czytając przez neta śmiałam się do rozpuku, bo ewidentne było, że każdemu bez wyjątku tylko wciskają te książki!!!
A ja wierzę w Liwcię, naprawdę wierzę że pewnego dnia po prostu zacznie mówić, w końcu nie ma dzieci, które nie mówią, a Liwka pieroński charakterek ma, nie zaprzeczę, ale wiecie co: mimo tego, że wiem, że będziemy mieć przez to problemy z dogadaniem się, to jednak jestem z niej cholernie dumna i uwazam, że taki charakter lepszy niż charakter bezwolnej owcy.
Kochani, mamy już auto u siebie!!! :))) Listy Brendana wywołały piorunujące wręcz wrażenie i rano zjawiła się u mnie osobiście pani Garda informując nas, że mamy 8h na odebranie auta. Abstrahując od tego, że to nie fair dawać nam tylko 8 godzin, zdołaliśmy (ja zdołałam, ha!) w pół godziny zorganizować lawetę. Jechałam tam jak na krucjatę jakąś, tymczasem pan w okienku stwierdziłt tylko, że listów od prawników to oni się nie boją, zgniótł list ostentacyjnie w jednej ręce, po czym bez szemrania wydał nam auto :)))
Ha! I co, nie dało się??? Dało się!
Pracownik parkingu szepnął Tygrysowi na ucho, że szef jest wściekły, bo to pierwsze auto, które wyjeżdza stamtąd bez opłat :))) Ponad 500 euro przeleciało im koło nosa, ale nasza kieszeń zubożała o opłatę za lawetę, ale i tak cieszymy się, że auto stoi pod domem, szczególnie, że nie jest nawet aż tak strasznie uszkodzone, jak straszyli.
Uffff.
Kamień z serca.
@@@@@@
A ponieważ tamtego bloga już nie ma, a ten wpis ma dla mnie bardzo duże znaczenie, powtarzam go tutaj. Może zresztą nie każdy mial okazję wpaść posiedzieć ze mną na wiosennej Skarpie ;)
Fotki z wyjazdu do Polski:
Marcowa Skarpa przywitała nas pozimowymi brązami.
Nigdy wcześniej nie liczyłam modrzewi. A mamy ich 9!
Pierwsze skojarzenie: 9 żyć kota.
Trza się zaopatrzyć w kota...
Czarnego ;)
Bezwzględnie!!!
Moje-drzewie ;)
Pierwsze igły na modrzewiach...
Nie dam sobie łebka uciąć... Ale Liwka była chyba po raz pierwszy (!) świadomie na Skarpie...
Skarpa rozciąga się dopiero kilkadziesiąt metrów za domem...
Była ZAFASCYNOWANA!!! :)
Siedziałyśmy na suchej trawie i słuchałyśmy nawoływań bażantów. W oddali gdzieś po szosie przejechało auto. Śpiewały ptaki. Liwka w ogóle nie chciała wracać :)
To był jeden z tych momentów, kiedy człowiek wie, że jest tam, gdzie być powinien, z tymi ludźmi, z którymi powinien być. Że jest się na swoim miejscu.
Moment of peace.
Nasz moment of peace na Skarpie :)
My dwie na Skarpie.
Dla większości to tylko kupa chorych, zaniedbanych drzew na porośniętym suchym trawskiem zboczu.
Dla mnie...
...to coś znacznie, znacznie więcej.
Komentarze:
nikei
Dla Ciebie to TWOJE(WASZE)MIEJSCE NA ZIEMI. I niech tak pozostanie. I wracajcie szybciutko. I piękną masz córeczkę:):):)
mamamarzynia
Wzruszyłam się. Wszystkiego dobrego, kochana. Ja też mam takie miejsce, zresztą całe moje miasteczko i paryja jest tym dla mnie. Dlatego rozumiem, że tak bardzo chcesz być tam, gdzie się patrzy sercem.
Ognista
jest pięknie...przysiadam razem z tobą i słucham tych bażantów.
Agacika
Wierzę, że to miejsce to dla Ciebie coś niesamowitego... Piękne...ma w sobie COŚ:) A ta Twoja pociecha - przeurocza:) pozdrawiamy również z nowego blogowego miejsca:)
Natalia z Wonnego Wzgórza
Dla mnie to też nie sterta drzew i kupa trawy, a wyjątkowe miejsce naładowane dobrą energią, którą tam zostawiacie i która wraca do Was, lecąc nawet tysiące kilometrów. Pozdrawiam!