O mnie
pelnoletnia
Skarpa
Słówko o mnie
email: p.iwo@interia.pl
Zobacz mój profil
Księga Gości! :)
 
Zaglosuj na mojego bloga
Aktualna liczba głosów:
 
4131
Glosuj na szablon
Aktualna liczba głosów:
 
184432





"Żeby osiągnąć sukces, trzeba najpierw zaakceptować możliwość porażki"

Terry Goodkind



 



od 19.01.2011r.



Moje tworki decoupage i inne ;)


na obrazek klik :)



"Czary" na Srebrnej Agrafce :)
sklepik klik




Polub "Czary" na Facebooku:



 

ZAKOCHANA W IRLANDII:

KLIK: :)





Moja nawiększa zajawka: megality Irlandii:

MYTHICAL IRELAND

SHADOWS & STONE
Irlandzkie kamienne kręgi, dolmeny i menhiry. 


THE STANDING STONE.IE 

MEGALITHOMANIA

IRISH MEGALITHS 

MEGALITHIC IRELAND

MEGALINKS

THE MEGALITHIC PORTAL

" May the road rise up to meet you. May the wind always be at your back. May the sun shine warm upon your face, and rains fall soft upon your fields. And until we meet again, May God hold you in the palm of His hand".

An Old Irish Blessing.







Toplista:






Wiersz Adama Poety o Skarpie! 

"Wędrował sobie po Polsce
Myśli miał wzniosłe
Jego droga była piękna
Szukał w niej ciepła.
Odwiedzał miasteczka,miasta
Wszędzie się pytał,gdzie jest SKARPA?
Tak bardzo chce tam jechać
Tam Ktoś wyjątkowy będzie czekać
Ze swoją Rodziną
Och...ale będzie miło...
Wędrowiec szukać będzie SKARPY
Przecież jest pełen Wiary...
A kiedy nadejdzie ten czas
Będzie unosił się jak wiatr..."



Statystyki
Liczba wyświetleń strony:
 
90693
Liczba komentarzy:
 
10302
Liczba osób, które wpisały się do Księgi Gości:
 
72
Archiwum
Rok 2014
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec




POEMAT O MŁODYCH LUDZIACH...

Dwoje bardzo młodych ludzi
Poznało się i się zakochało
Zaczęli Miłość w sobie budzić
Uczuciami wieloma powiało.

Ona piękna i namiętna Dziewczyna
On Przystojny i do Miłości zdolny
Ona jeszcze przecież taka niewinna
On od wszelkich trosk jeszcze wolny.

Lata mijały,a Oni snuli plany
O ślubie zaczęli już myśleć
Pełni wzajemnej Miłości i Wiary
Przed sobą widzieli wspaniałe życie.

On do Krakowa przeprowadził się
Ona była bardzo szczęśliwa
Miała Tygrysa w bliskości swej
Ona już wtedy Pełnoletnia była.

Szukając swojego przeznaczenia
Postanowili wyjechać do Irlandii
W sercach mieli wiele wyrzeczenia
Pod próbę życia swoją Miłość dali.

Tak bardzo w sobie byli Zakochani
Ślub postanowili wziąć w Polsce
W białym Kościółku obrączki sobie podali
Wypełniając tej Miłości wolę.

Wrócili do Irlandii by dalej tam żyć
Z Miłości się piękna Córeczka zrodziła
Oczkami niebieskimi Maleństwo zaczęło lśnić
W ich życiu już na stałe brodziła.

Piękne blond włosy ma ta Dziewczynka
Podkręcane delikatnie na ich końcach
Dali Jej na imię pięknie...Liwka...
Ona w ich życiu Miłością przepiękną woła.

Postanowili dom sobie zacząć budować
W Polsce,w miejscu jakże pięknym
Chce wrócić do Polski Rodzina ta urocza
I zamieszkać w gotowym domu ciepłym.

Powrót nastąpi w przyszłym roku ich
Wrócą bo wierzą w powrotu czas
W ich sercach ufność i Miłość tkwi
Przyjazny wieje i wiać będzie wiatr.

Wrócą na Skarpę,gdzie radość została
Wrócą bo tak bardzo tego pragną
Ich Miłość próbie zostanie poddana
Wrócą z pięknem Miłośći i tęsknoty Wiarą.



wiersz Adama Poety 
listopad 2011r. 



Za powrót: 





"Wędrówka Pełnoletniej"
Adam Poeta

Wędrowała Pełnoletnia i chciała więcej
Miejsca zwiedzała bardzo piękne
Zamki,Klasztory i Warownie
Miały wiele piękna w sobie.

Irlandia może i piękny to Kraj
Jednak nie tak piękny jak Nasz
W Polsce są wspaniałe Skarpy
Co dają do życia Wiary.

Niech więc Pełnoletnia nie ma złudzeń
Na Skarpie pięknie,choć czasami w trudzie
Jednak Wędrowiec mocno wierzy
Wrócicie i otrzymacie tam dotyk ciepły.

13.06.2012.













PREZENT TO NAJPIĘKNIEJSZY.

Poprzez odległość i czas
Przywędrowała do mnie
Czy przywiał Ją wiatr?
Dziś ze mną mieszkać chce.

Z dalekiej Krainy przybyła
Utkana sercem wspaniałym
Jej biel,to przyszłości wizja
Wzruszyłem się tą sytuacją cały.

Oto urocza Kobieta...piękna
Prezent-niespodziankę zrobiła
Jej nick blogowy...Pełnoletnia
W kopertę Różę białą włożyła.

Serce zadrżało,dusza uniosła się
Pełnoletnia do Kraju wraca
Wraz z Rodziną...mieszkać w Polsce chce
Ich domem...bedzie najpiękniejsza Skarpa.

Adam Poeta, 28.07.2012



"GŁOSEM ANIOŁA"

Słońce blaskiem swym
Daje ciału ciepło
W sercu uczucie lśni
A wokół jest piękno.

Wrócisz do tego piękna
Niebawem wrócisz
Na Ciebie Skarpa czeka
Radość tam zanucisz.

Głosem Anioła zaśpiewasz
I uniesiesz swe oczy
Dziś wspomnienia już zabierasz
Czujesz Skarpy namiętny dotyk.

Adam Poeta, sierpień, 2012




ŁAWKA NA SKARPIE.

Ławka na Skarpie stanie
Wędrowiec usiądzie na niej
Napisze tam piękny wiersz
Na ławce ukojenie poczuć chce.

W sercu Wędrowca już mieszka
Ta ławka...jakże piękna
Już niebawem tam pojedzie
Ze sobą radość powiezie.

Dojedzie do Skarpy szczęśliwy
Przywitany zostanie w sposób miły
A ławka zaprosi Wędrowca do siebie
I poczuje Wędrowiec uczuć na niej wiele.

Podróż ta to wyzwanie będzie
W przeznaczenia odda się ręce...
Wędrowiec co jedynie pragnie
Dawać innym radość...nim zaśnie.

wrzesień 2012









 

 
<< Październik 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031

Zapiski Pełnoletniej:
październikowo... (co Cię nie zabije...) piątek, 03 październik 2014, 21:37
Witam wszystkich starych znajomych, jak i tych nowych, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności tu zawitają (tylko spamerów nie witam serdecznie - ODCZEPCIE SIĘ!!!).

Strasznie długo mnie tu nie było... ale wróciłam, chyba dlatego, że nadszedł czas, co by trochę poużalać się nad sobą - w końcu nic tak dobrze człowiekowi nie robi;) Znów przerąbany okres w moim życiu, ale hej - co nas nie zabije to nas wzmocni - niedługo będę super-ekstra-power-Pełnoletnia! :/ Eh....

Cholera, dlaczego ja co jakiś czas muszę mieć takie akcje???

Zaczęło sie od tego, że na początku września byłam po wyrok śmierci w Żeromskiego. Ale dostałam tylko skierowanie na rezonans, więc wyrok odroczony ;) Weszłam z jednym skierowaniem, wyszłam z drugim... ;))) Ogólnie boski dzień, z wizyty wyszłam... ale do pracy już nie poszłam :))) W końcu ile można??? ;))) I tak, żeby pójść na tą wizytę, musiałam wziąć wolne... Co by sobie poprawić humor zrobiłam przemiłe i super-potrzebne zakupy w galerii na Czyżynach - kupiłam jesienną kurtkę, buty, fajną bluzę, czarne spodnie w biało-szare kwiaty i parę innych pierdół ;))) A dla Liwki kupiłam nowego Pet Shopka (no szał z tymi Pet Shopkami ostatnio, naprawdę szał!!!).

Dziś byłam na powtórce z rozrywki, czyli tego cholernego rezonansu, jakąś nową sekwencję 10-minutową mi robili, już bez kontrastu (ufff). Czyli coś tam chyba jednak wygrzebali, kurna jego mać... Albo spieprzyli badanie i nie zrobili wszystkiego i głupio im było się przyznać. Nie wiem i już nawet nie chce mi się o tym myśleć. Matce nawet nie mówiłam, bo od razu wiedziałam, że jak już się wmieszała w to wszystko to już chyba tylko źle będzie :((((

Chodzący kłębek nerwów ze mnie... Masakra. A już sobie myślałam, że za bardzo się tym wszystkim nie przejmuję... Nie wiem czy każdy tak ma, ale ja po rezonansie czuję się, jakby mi ktoś przegrzebał mózg pazurami wyciągając wszystko co najgorsze na sam wierzch, a później jeszcze walnął nim o ścianę jak zmiętą szmatą. Tydzień temu nie wypłukałam chyba zbyt dobrze tego kontrastu z organizmu, bo następnego dnia rano czułam się jak na najgorszym kacu, aż się poplakałam w łazience. Na początku niby nie było mi nic... a co do pytań a propos kontrastu, miałam tylko dwa: czy można po tym prowadzić auto i pić alkohol ;))) Bo od jakichś 2 tygodni mam ochotę się zresetować i to tak na maksa... ale nie ma z kim :/




Ale szansa jest ;) Biore wolne i ruszamy na wschód ;)

Z Magdą i Sławkiem :))) Nie wiem czy ktoś jeszcze z nami pojedzie, ale niestety szczerze w to wątpię :((( A szkoda, szkoda... Strasznie się cieszę, że jedziemy - ostatnio stwierdziłam, że muszę zająć czymś innym tą moją biedną głowę, bo inaczej oszaleję. Nie śpię po nocach, zasypiam myśląc o jednym i sekundę po obudzeniu od razu też juz myslę o jednym. A w nocy myśle o pracy :/ Zwariować mi przyjdzie.... Albo prędzej umrę z niedostatku snu ;) Tak więc - Bieszczady! Piękna polska złota jesień, aparat, przyjaciele, wędrówki po górach i duuuużo Martini :)))

I proszę, jakie ładne bieszczadzkie serpentyny :)))



no i przecież...
 


 
(no zakochałam sie w tych IQkartkach, no!!!)
 

Co by nie było aż tak strasznie smutno, to wiele naprawdę fajnych rzeczy się dzieje ;)

W niedzielę byliśmy na zakończeniu sezonu tuningowego w Tarnowie. Naszym autem :) I wystawialiśmy nasze auto!!! :) Tygrys mówił, że narody przed naszym turbo klękały ;) Ale ja jakoś nie sądzę, żeby aż tak ;) Fajnie było. Byliśmy z różnymi kolesiami - jeden był pod wielkim wrażeniem, że kobieta, turbo i fotelik z dzieckiem ;))) I miło pogadałam z Przemusiem - mówił, że zaleca Kasi, aby brała ze mnie przykład ;))) Ale ona woli ładnie zrobione paznokcie i takie tam ;))) No, co kto lubi ;) Naprawdę było miło! Aha i jeszcze powiedział, że ma nadzieję, że będzie miał taką córę jak Liwcia :))) Napuchłam z dumy!!!

Na zlot jechał Tygrys, a ja miałam wracać, co było wcześniej ustalone, ale i tak przed powrotem dobitnie kazano mi siadać za kierownicę ;))) Chciałam jechać druga, ale wyszło tak, że jechałam pierwsza - dałam czadu tylko na tyle na ile mogłam ze śpiącą Liwką w foteliku, ale chyba było fajnie, bo jak stanęliśmy w Koszycach pod Centrum to micha mi się cieszyła i to bardzo :))) Raz jak kolega się zagapił po rondzie, to odeszłam go i to sporo - za następnym już się pilnował i siedział mi na ogonie. Bosko było :))) Ja chcę jeszcze!!! Tylko może już bez pasażerów w aucie ;)

Boże, mam nadzieję, że mi nic nie wykryją w tym moim łepku niemądrym, bo chciałabym jeszcze pożyć i po prsotu zobaczyć co będzie dalej... Bo wszystko w moim zyciu układa się tak ładnie, powoli, jakby wg dawno obranego scenariusza... powoli zacieśniają się różne takie więzy ;) Co ja mogę na razie napisać? Czuję, że z niektórymi ludźmi zjemy razem beczkę soli ;) Czuję też, że w razie czego... gdybym nie miała być juz młoda piękna i ... zdrowa.... to są tacy... co się nie odsuną. Chyba...

@@@@@@


Móc dziś odebrać Liwkę z przedszkola - absolutnie BEZCENNE!!!! Tak rzadko mi się to zdarza.... tak mało uczestniczę w życiu przedszkolnym mojego dziecka, że aż mnie to przeraża. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa, że mam tą pracę. Bo ją lubię i wiem, że ciężko byłoby o lepszą. Więc nie zrozumcie mnie źle. Po prostu cena - jest wysoka. Bardzo :((( I tyle.

Kiedy wracam po pracy do domu - to dla mnie jak drugi świat ;) Cały czas coś się dzieje, ciągle ktoś do nas przyjeżdża, aż złapałam się na tym, że jak nikogo u nas nie ma, to tęsknie w stronę bramy spoglądam ;)))

A wracam teraz znowu późno, bo Huta nie dość, że od roku rozkopana, to teraz rozkopali ją w taki sposob, że zamiast 25 minut, to jadę conajmniej 40 min tramwajem i nawet turbo w Hondzie na zmiłowanie boże nie pomoże ;) I ciągle muszę parkować w nowym miejscu - Boże, gdzie ja już nie parkowałam, Centrum A, Centrum D, pod Carrefourem na Czyżynach, a nawet na jakiejś ulicy, której nazwy nawet nie pamiętam :/ Ale wciąż lepsze to niż korki przez cały Kraków. I dzieki temu mam kiedy czytać książki (czyli tradycja czytania książek w komunikacji miejskiej przeniesiona z Dublina do Krakowa) - własnie skończyłam "50 twarzy Grey'a" - niezwykle inspirująca lektura ;))))

Razu pewnego musiałam jechać z pracy zrobić zdjęcia mieszkań, a znów wstrzymali tramwaje na Al. Pokoju.... Dojechałam jakoś autobusem na Czyżyńskie - rozkopane w pizdu, za przeproszeniem, zlokalizowałam bezbłędnie przystanek tramwajowy, wsiadłam w czwórkę, a tu kierowca mówi, że prąd na Kocmyrzowskim wyłączyli i tramwaje stoją. Do odwołania. Tak więc z buta na Plac Centralny, jeden przystanek podjechałam jakimś autobusem, ale skręcił w prawo. Wysiadłam, poszłam dalej pieszo, aż energy drinka sobie musiałam kupić, bo mnie siły opuściły ;))) Podchodzę do auta i z daleka widzę, że ono takie jakieś czymś jakby... obrzucone, jakby? Co to do cholery, liście??? Ale tylko na moim??? Nie, to nie były liście. To były fioletowe kupy szpaków, które zrobiły atak na bez, pod którym nieopatrznie zaparkowałam auto. Cała przednia szyba, prawa szyba i ogólnie pól auta... A auto w podkładzie, niepomalowane jeszcze, na szczęście, ale teraz białe i widać te plamy jak cholera... Za szybą ulotka, dopiero jak ją rozsmarowałam z tymi gównami i wodą ze spryskiwaczy, zobaczyłam, że coś długopisem napisane. Czytam ja, a to znów ktoś pisze, że kupi moją hondę "w tym stanie" i prosi o kontakt, bo "naprawdę bardzo mi zależy". I numer telefonu :))) Dobrze, że wyrzuciłam tą kartkę, bo jakbym zadzwoniła wtedy, to nieźle wyżyłabym się chyba na tym biednym kolesiu ;) Najbardziej mnie chyba wkurzyło sformułowanie "w tym stanie" - ale o co chodzi, stan zajebisty! oj tam oj tam, że nie pomalowane i dziura w progu, lakier już kupiony, dziurę sie zaspawa, ale jakby zobaczył co tam jest pod maską, to by inaczej gadał ;) Sleeper ;) Obiecałam sobie, że ja już tam parkować nie będę, ale niestety znowu muszę... Jak na razie żadnej kartki już nie było, chyba koleś stwierdził, że go jednak nie stać, albo kupił inną hondę, bo ostatnio stoi tam taki szary hatchback ;)

Pojechałam do domu modląc się, żeby mnie nikt nie widział... Jechałam więc bardzo szybko ;) Jadę i myślę, a co jak oprócz mojego męża w domu jeszcze kumpel będzie??? Wszystko, tylko nie to! Będą mięli ze mnie znowu ubaw po pachy. No i gdzieżby nie - oczywiście, że był... Siedzieli w garażu, więc w te pędy wjechałam autem za dom, bo tam wąż do wody był. Chyba jeszcze nigdy tak szybko nie wystrzelili z garażu na mój widok ;))) "Ale co się stało???" "Zrób mu zdjęcie!" i takie tam, a ja twardo twierdziłam "nic się nie stało, nic się nie stało!". Ale nawet się nie napieprzali za bardzo... Tygrys mi spłukał auto wężem, a potem ja umyłam. Dokładnie. Ściereczką ;)

Tego samego dnia dostałam przepis na nalewkę z aronii i nalewka już się sezonuje ;) Będzie co pić w długie zimowe wieczory :)))


@@@@@@

 
Jak można się domyślić, notkę tą pisałam szaleńczymi zrywami conajmniej jakiś miesiąc ;)

Grande szacun dla każdego, kto przebił się przez całość. Po prostu chyba musiałam się "wygadać", bo przyjaciółki to ja w zasadzie nie mam (oprócz tych internetowych - kocham Was :)))) ) bo zawsze wolałam raczej męskie towarzystwo ;) Nie jestem z tych, którym się gęba nie zamyka... Za to pisać to ja mogę i mogę ;))) I stąd właśnie chyba ten blog ;)

Obiecuję, że wiele wody w Wiśle upłynie, zanim przeczytacie podobnie długą notkę mojego autorstwa ;)

Dobranoc :)

Koniec urlopu :((( niedziela, 17 sierpień 2014, 12:13
Ostatni dzień urlopu....
Masakra!!!
Ten dzien mieliśmy spędzić dla odmiany razem... i znów zabrali mi męża. Tym razem na żniwa. A ja zastrajkowałam i nie pojechałam - sprzątam chałupę ;-p

Wczoraj w R. opitoliliśmy z tytoniu z pół pola... dało mi w dupę... i dziś miało być wolne :((( Ostatnio Tygrysa w ogóle w domu nie było... bo wstawiali mi z Rudym turbo, bo strolili auto u Przemy (żeby jedno!), bo jeździli z sąsiadem oglądać auta do kupienia... eh... a ja od jutra już do pracy i znów będę widywać go tylko wieczorami (o dziecku nie wspomnę...) :((( Zaczęłam nawet mysleć, czy by nie wrócić do pomysłu o wolnym zawodzie, żebym mogła bywać w domu więcej... ale wykorzystałam już jeden z dwóch lat preferencyjnego ZUSu... a opłacać składki w wysokości 1000zł miesięcznie... tylko chyba szaleniec by to robił... No i teraz trochę żaluję, że nie przemyśłam tego wcześniej... Ale jest jeszcze jedna opcja - ale do tego musiałabym zostać rolnikiem... tzn zanabyć jeszcze trochę ziemi. I zarejestrować się w KRUSie ;)))

No i tak strasznie chciałam jechać do znajomych, bo tak bardzo polubiłam tych ludzi. A jak Liwka się dowie, że nie pojedziemy do Kasi, to ja już nie wiem co będzie :((( Liwka ma już u nich nawet swoje kapcie i kupili jej teraz jakiś prezent z odpustu. No, co za ludzie :))) O prezencie jej nie wspominałam, ale sam fakt, że nie pojedziemy do Kasi... Jasne, pojedzie z Tygrysem pewnie jutro. Albo pojutrze. Ale już beze mnie :(((

A moje auto teraz fruwa, a nie jeździ :)))


Zwirz stadny :) czwartek, 07 sierpień 2014, 22:26
Ło matko, ale dlugo mnie tu nie było.
Ale jakoś tak ciągnie wilka do lasu ;))) W zasadzie to miałam już iść spać... co oznajmiłam ewakuując się z garażu, gdzie właśnie o godzinie 22-giej z minutami miało dojść do spawania (dobrze, że dziecko od małego przyzwyczajone do usypiania przy dzwięku młota uderzjącego w żelastwo) - posiedziałabym tam jeszcze chętnie, ale nie za bardzo czaję te wszystkie wiązki, swożnie, zebatki i przekładnie... a do technikum na mechanika już chyba raczej nie pójdę ;) Ale żem zwirz stadny okrutnie się ostatnio zrobił... to uwielbiam tych ludków z usmarowanymi smarami łapkami... a blog odłogiem leży ;))) Ale tak czy inaczej, cisza ostatnio na blogach... starej gwardii już praktycznie nie ma... może czas już dać pole do popisu nowym?

Ale że się urlop ma, to można coś naskrobać, co obiecuję solennie... jak się już wyśpię, bo nie miałam jeszcze okazji się podczas tego urlopu wyspać. No, tak jakoś wyszło ;)))

A moje auto wciąż nie pomalowane, choć już przynajmniej szpachla się "sezonuje" a ja teraz w podkładzie jeżdzę ;)




 

EBE już niedługo zniknie zamienione na KR (będę tęsknić), a felgi pożyczone. Piękne... ale już mi mężul kupił podobne ;)))

No i może wreszcie turbo będzie :))) No przecie tłumaczyłam od początku - na co mi klima, tu jest turbo potrzebne!!! A oni w uporem maniaka ze 3 razy próbowali mi tą klimę podłanczać ;) Bezskutecznie ;)))



Nosi mnie. I bakcyl. niedziela, 15 czerwiec 2014, 15:42
...nosi mnie!!!!!

Zaraz zwariuję. Gdzieś bym pojechała coś nowego bym robiła, ludzi poznawała, a muszę siedzieć w domu, pogoda do bani, Liwka ma ospę.... Tygrys z Michałem pojechali do Limanowej na wyścidżi... być może marzną tam, ale przynajmniej coś się dzieje, a ja chyba zaraz dosłownie zacznę wyć ;((( Michał zostawił swoje żelazko w kolorze "gołym" pod naszym domem Z KLUCZYKAMI W ŚRODKU (no, padłam, jak to zobaczyłam, co za zaufanie, dzięki! ;))) ) - w życiu by nikt chyba nie powiedział, jak mnie korci, żeby to zmodzone pod niebiosa cudo odpalić i spróbować jak jeździ!!! Eh... Ale siedzę twardo w domu z małą... chyba zasypia właśnie... ja chyba też pójdę spać... Bo inaczej mnie tu rozniesie chyba... A może chociaż sobie wezmę i posiedzę w środku? ;)))

Właśnie byli teściowie... Wspaniali z nich ludzie i tyle, zawsze będę to powtarzać.

A tak w ogóle, to złapałam takiego bakcyla, że masakra świętokrzyska... Zawsze kochałam to auto, chciałam mieć to właśnie auto i żadne inne i Artek mi je kupił, spod ziemi wytargał, z łódzkiego gdzieś, to moje kochane EBE i od początku uwielbiałam nim jeździć. Po 8 godzinach w pracy i mniej więcej godzinie w tramwaju, dosłownie odpoczywałam za kółkiem, i teraz też tak mam... tylko, że teraz to już dosłownie nie mogę się doczekać aż do niego wsiądę. Wychodzę z pracy i śmieję się jak głupi do sera :))) I myślę, czy będzie duży ruch, czy też będzie można trochę przykozaczyć i wyprzedzić parę aut albo pościgać się z kimś. Albo podenerwować jakiegoś pana, któremu wydaje się, że ma szybkie auto i umie prowadzić ;))) Zaczynam autentycznie uzależniać się od adrenaliny...

Taka stara, a taka głupia :))) Ale hej... nie mam ochoty zredukować się do poziomu garkotłuka czekającego z gorącym obiadkiem, aż chłopcy wrócą z wyścigów...


Zaczynam bardzo dobrze rozumieć Olkę, której jeszcze nie rozumiałam aż tak bardzo w Irlandii... :)))






Zarejestrowałam się na forum MKH i Honda CRX. Przeczytałam cały temat naszej starej Milki z Irlandii - ostatni post w tym temacie napisał Bzyqu... po prostu bezcenne...






I będzie malowanko mojej qupety -:))) Jezu, jak ja nie mogę się doczekać! Najpierw miało być to samo, co w Irlandii, czyli Milka (foto naszego auta powyżej), ale zobaczyłam zdjęcia innej hondy w tym kolorze, już na terytorium naszego pięknego kraju i zwątpiłam boleśnie... Bo jak ktoś robi foty auta z fioletową krową na dachu... to już to nie jest takie fajne i ja kojarzona z tymże być nie zechcę ;))) Więc pewnie będzie fiolet, ale ciemny. 

I może nawert gleba będzie, jak już skończą remontować czyżyńskie i nie będę musiała już jak koza wskawiać codziennie na krawężnik parkując auto parę km przed rondem :)))





I może nawet turbo... Kiedyś ;)))
Bo meble do salonu chciałam jeszcze kupić ;)





Jak widać, malowanie już się prosi bo z taką oto piękną zaprawką jeżdzę... ale jak wiadomo, żona szewca bez butów chodzi, tak żona lakiernika, zamiast przykładem świecić, na drodze straszy...

Wiem, nie znaliście mnie z tej strony ;)))
Wiem też, że to auto to nie cud cudów, ale jakiś taki wielki sentyment mam do niego...
I pewnie nie wszyscy zrozumieją o czym właściwie była ta notka, ale hej: w końcu człowiek uczy się całe życie ;)))


Notka poranna... niedziela, 08 czerwiec 2014, 11:47
... pisana kolo południa ;)))

Obudziłam się rześka i cudownie wyspana :) Liwkę, na jej własne życzenie ("mam już prawie 5 lat i już się nie boję nocować!") zostawiliśmy wczoraj na nocowanie u babci. Obudzil mnie świergot ptaków. Święcie przekonana, że musi być już conajmnej koło dziesiatej rano (o ile nie później), zeszłam na dół, gdzie zegar powitał mnie radosną wiadomością, iż jest dokładnie 7:30... Chcąc, nie chcąc, zawlokłam się z powrotem do łóżka, z postanowieniem, że wyśpię się za wszelką cenę. Ale nie dało się. Ptaki co rano dają taki koncert, że czasami czuję się jak w zoo w jakiejś ptaszarni!!! Na działce obok wyrosło sporo brzóz, krzewów, drzewek - typowy ugór, królestwo dzikich ptaków i zwierzaków, gdzie niezliczone ptactwo ma swą siedzibę. Nawet nie byłabym w stanie nazwać ich wszystkich. A jakie mieliśmy w maju koncerty słowików!!! :)))

Dzień tak cudny, słoneczny... nie sposób gnić w łóżku ani minuty dlużej ;)))

 


Szybka kawa, kalendarz do ręki i wychodzę na taras planować dzień. A raczej dzisiejsze lenistwo - wczoraj dałam sobie nieźle w kość plewiąc cały ogródek... zostały jeszcze do oplewienia róże, ale zostawiam je sobie na inny dzień w ramach relaksu po powrocie z pracy ;))) Pozostaje więc zaplanować, co trzeba zrobić w ciągu całego tygodnia...





Teściowa sprezentowała mi wielką, białą petunię, która nieziemsko pachnie. Ta kobieta naprawdę wie, co tygrysy lubią najbardziej :)))







A ja mam nadzieję, że uda mi się w końcu wychodować trawę pampasową...




Marysia nie bardzo chciała zapozować do zdjęcia ;) Ale dała się namówić na jedno, jedyne ujęcie ;)




Kocimiętka oszalała. Jest dosłownie wszędzie i wysiało jej chyba ze sto milionów!
Dla mnie jest taką moją polską lawendą...




Na Dniu Rodziny w przedszkolu było rewelacyjnie :) Moje muffinki rozeszły się w ciągu pół godziny - był taki moment, kiedy rozejrzałam się dookoła, a tu wszyscy żreją dosłownie moje muffinki!

Były gry i zabawy dla dorosłych i dzieciaków, byl barman, który robił bezalkoholowe drinki, był nawet pan od disco-polo (tenże fakt pominę milczeniem, ale jego profisjonalizm skwituję faktem, iż na koniec spadł mu głośnik ;))) ).





Mięliśmy też w międzyczasie urodziny Tygrysa, na które, z braku czasu na coś lepszego, upiekłam moją pierwszą w życiu karpatkę ;)





Na koniec kilka minek przy jedzeniu pianek;




...i moje biedne dziecko pogryzione przez komary...





To była moja 899-ta notka...
Czyli następna, niejako jubileuszowa ;)
Wiem, że tak mało mnie u Was... Ale czasu tak mało...
Żyję w wiecznym niedoczasie...

Cudownej niedzieli... i miłego następnego tygodnia życzę!



Zobacz serwisy INTERIA.PL